Parafia Rzymskokatolicka Św. Michała Archanioła w Pawłowie k. Raciborza

Kancelaria parafialna
Czynna codziennie pół godziny po Mszy św. (oprócz sobót, niedziel i świąt).

Słowo na niedzielę

Obraz z kamery na żywo 24h

Objaśnienie
 

REFLEKSJA
XXVI Niedziela Zwykła
25 września 2022

sw_barbara.jpg

Błogosławiony Czesław

Czesław urodził się około 1180 roku w Kamieniu Śląskim. Krewny św. Jacka należał wraz z nim do otoczenia biskupa krakowskiego, Iwo Odrowąża. Miał zajmować stanowisko kustosza kolegiaty sandomierskiej. Jako kapłan diecezjalny w 1220 lub 1221 r. wstąpił do dominikanów. Habit otrzymał z rąk samego św. Dominika w Rzymie.

W 1222 roku przybył z innymi współbraćmi, w tym ze św. Jackiem Odrowążem, do Krakowa. Tam przyjął ich uroczyście Iwo Odrowąż w otoczeniu kleru i ludu. Pierwsi dominikanie zamieszkali w Krakowie, oddając się pracy kaznodziejskiej i duszpasterskiej. W roku 1225 biskup Pragi zaprosił dominikanów do stolicy Czech. Wysłano tam Czesława z kilkoma ojcami. Czesław tym samym stał się założycielem rodziny dominikańskiej na ziemi czeskiej. Po założeniu klasztoru w Pradze (1225) udał się do Wrocławia. Tamtejszy biskup, Wawrzyniec ofiarował dominikanom parafialny kościół św. Wojciecha. Zachował się dokument przekazania świątyni, datowany 1 maja 1226 r. Tam Czesław pozostał jako przeor do roku 1231, kiedy to został przez kapitułę wybrany na prowincjała dominikanów (1233-1236).

Właśnie jako prowincjał brał udział w kapitule generalnej w Bolonii i w kanonizacji św. Dominika w Rzymie (1234). Po złożeniu urzędu, pozostał nadal przeorem w klasztorze wrocławskim, aż do śmierci (ok. 1242).

Jan Długosz przytacza pobożną legendę o tym, jak Czesław swoją modlitwą uratował Wrocław od najazdu Tatarów i całkowitego zniszczenia w roku 1241. Podanie głosi, że Czesław modlił się o ocalenie miasta, wychodząc często na jego wały i zachęcając dzielnych obrońców do oporu. Na mury piastowskiego grodu spadły kule ognia. Obrońcy pierzchli. Czesław nie wahając się i nie zważając na ogromne niebezpieczeństwo, wyszedł na mury miejskie, by poprowadzić procesję. Szedł na jej czele. W ręku niósł Najświętszy Sakrament. Głośno wołał do Boga, błagając Go o ratunek. Jan Długosz pisze, że ze łzami w oczach prosił o wstawiennictwo.

Legenda głosi ponadto, że dzięki wstawiennictwu zakonnika kule zaczęły przelatywać nad miastem, nie wyrządzając krzywdy mieszkańcom. Więcej, zaczęły spadać na Tatarów, którzy, widząc cud, odstąpili od oblężenia. Toteż w ikonografii błogosławiony przedstawiany jest z kulą ognistą lub ze słupem ognia nad głową.

Gdy Wrocław wyszedł - przynajmniej częściowo - obronną ręką z wojennej zawieruchy, mieszkańcy przypisywali uratowanie miasta modlitwom i wstawiennictwu Czesława, którego wiara złamała siły nieprzyjacielskie.

Według tradycji dominikańskiej błogosławiony Czesław miał umrzeć 15 lipca 1242 r. Zaraz po śmierci odbierał cześć jako święty. Niebawem nad jego grobem w kościele dominikanów we Wrocławiu wystawiono ołtarz. Cześć od dawna mu oddawaną zatwierdził papież Klemens XI 18 października 1713 roku, dokonując beatyfikacji.

Ciało bł. Czesława spoczywa w dominikańskim kościele św. Wojciecha w osobnej kaplicy. Kiedy w czasie zdobywania Wrocławia w roku 1945 cały kościół legł w gruzach, zachowała się jedynie kaplica z relikwiami błogosławionego. Od 1963 roku jest patronem Wrocławia.

Podobnie jak św. Jacek (przy którego grobie bracia umieścili słowa: Tu leży brat Jacek mocen wskrzeszać umarłych) Czesław już za życia cieszył się sławą cudotwórcy. W jego biografii zapisano historię pewnej matki, której dziecko utonęło w Odrze. Ciało znaleziono dopiero po ośmiu dniach, ale ufna w modlitwy i cudotwórczą moc Czesława, kobieta pobiegła do klasztoru i prosiła świątobliwego zakonnika, aby wskrzesił chłopca. Według zachowanych świadectw Czesław padł na kolana i gorąco się modlił, po czym rozkazał dziecku, by ożyło. Chłopiec powstał żywy i zdrowy jak dawniej.

p. Krzysztof Ogiolda

Refleksja

Modlitwa dnia XXVI Niedzieli Zwykłej zawiera bardzo istotne dla nas pouczenie, że Bóg przez przebaczenie i litość najpełniej okazuje nam swoją wszechmoc. Wymowna jest też prośba Kościoła, w tej modlitwie zawarta: „udzielaj nam nieustannie swojej łaski, abyśmy dążąc do obiecanego nam nieba stali się uczestnikami szczęścia wiecznego”. W antyfonie na wejście rozlega się zaś wołanie: „postąp z nami według wielkiego miłosierdzia swego”. Cóż to oznacza? Najpierw, że przemożne wsparcie dla nas niesie ze sobą Boże przebaczenie, Jego łaskawe pochylenie się nad nami. Bez Bożej łaski, owego głębokiego pochylenia się Boga nad naszą ludzką biedą i słabością nie jesteśmy w stanie stać się uczestnikami obiecanego nam nieba. Bożego miłosierdzia trzeba nam pragnąć, o nie prosić i Jemu się poddawać.

Z Bożego pouczenia zawartego w Księdze Amosa wynika jednak, że wielką zuchwałością byłoby wyłącznie zdawać się na Boże miłosierdzie, bez jakiegokolwiek wysiłku pracy nad sobą z naszej strony. Bóg wyraźnie wyrzuca synom Narodu Wybranego, że „nic się nie martwią upadkiem domu Józefa”. Trzeba więc kontrolować stan swego duchowego rozwoju, o własny duchowy rozwój zabiegać. Przedziwne zaś jest to, że nawet widząc upadek Narodu, doświadczając duchowej ruiny człowieka, Bóg nas nie zostawia. Okazuje swą łaskę, pochyla się nad nami, przeprowadza przez pustynię, czy inne trudne doświadczenia z myślą o naszym dobru, o odnowieniu i ukształtowaniu w nas nowego człowieka, nowej jakości życia.

Ma tego świadomość Psalmista. Zachęcając nas do uwielbiania Pana: „Chwal, duszo moja, Pana, Stwórcę swego” odsłania nam różne formy Bożej łaskawości; że Bóg chlebem karmi głodnych, wypuszcza na wolność uwięzionych, przywraca wzrok ociemniałym, dźwiga poniżonych, strzeże przybyszów, kocha sprawiedliwych. On równocześnie „występnych kieruje na bezdroża”. I w ten sposób również okazuje łaskę pochyla się nad człowiekiem, by przejrzał i się nawrócił. Można więc powiedzieć, że ma łaskę dla występnych - łaska to trudna, ale kieruje ku przemianie.

W takiej perspektywie trudno się dziwić, że św. Paweł Tymoteuszowi jednoznacznie radzi: „podążaj za sprawiedliwością, pobożnością, wiarą, miłością, wytrwałością”. Ponadto Apostoł podpowiada swemu uczniowi i nam: „Walcz w dobrych zawodach o wiarę” – bo to warunek, więcej – forma przyjęcia wszelkiej łaski; także dostąpienia łaski ostatecznej, to jest życia wiecznego, do którego jesteśmy powołani.

Tak więc poddanie się Bożemu miłosierdziu, jeśli ma skutecznie owocować, jeśli nie ma być zuchwałością, domaga się od nas udziału w dobrych zawodach, walki o wiarę i dobro w naszym życiu. Zasadniczy motyw – odpowiedź na pytanie po co? I dlaczego? – wskazuje dzisiejsza Ewangelia, w przypowieści o losie po śmierci bogatego człowieka i Łazarza. Chodzi o to, by kiedyś znaleźć się na łonie Abrahama i doznać pociechy. Trzeba walczyć o to, co Boże w naszym życiu, bo niestety bardzo realne jest niebezpieczeństwo cierpienia mąk w Otchłani. Przyjęcie w wierze Jezusa jest podstawą przyszłego szczęścia. Na kanwie słów Abrahama do Łazarza można powiedzieć: Jeśli dziś, za życia na ziemi, nie usłuchamy Jezusa żyjąc Jego Ewangelią, któż będzie nam w stanie kiedyś pomóc?

bp Andrzej Czaja

Złota myśl tygodnia

Bóg jednak nie przychodzi, aby brać, ani też pozbawiać człowieka jego praw. Przybywa, aby wypełnić odwieczne pragnienie ludzkości. Przychodzi, aby dawać i obdarowywać. Bóg staje się człowiekiem, aby człowiek mógł stać się Bogiem!

bp Paweł Stobrawa

Na wesoło

W czasie lekcji pani nauczycielka zapytała Jasia:

- Co wiesz o powstaniu listopadowym?

- Niewiele, ale tata mówi, że ludzie się już szykują – opowiedział Jasiu.

 

Dziennikarz pyta złodzieja:

- Jakie jest pana największe marzenie?

- Obrobić bank i zostawić odciski teściowej.

Opowiadanie

Córka

Monika była dziś w złym humorze. Nic jej się nie układało tak, jak powinno, wszystko ją denerwowało. Zbyt wiele zadano do domu, zbyt wiele było klasówek, zbyt wiele wszystkiego! A jeszcze matka powtarzała to samo codzienne kazanie z tysiącem argumentów, wyjaśnień i poleceń.

Zasępiła się. Potem spojrzała matce prosto w oczy i głośno powiedziała:

– Mamo, męczą mnie twoje kazania, mam ich dosyć. Dlaczego zamiast tyle mówić nie obejmiesz mnie i nie przytulisz do siebie? Żadne rady nigdy nie przyniosą mi tyle korzyści i szczęścia!

Matka zaniemówiła. Oczy córki wprost błagały o przytulenie jej. Starając się powstrzymać napływające łzy, niewyraźnie powiedziała:

– Chcesz… chcesz, żebym cię objęła? Wiesz, że ja też… ja też mam na to wielką ochotę?

Chwyciła córkę w otwarte szeroko ramiona i przytuliła ją do siebie, jakby była nadal małą dziewczynką.

Każdy, bez względu na wiek, potrzebuje pociechy, jaką daje przytulenie się do bliskiej osoby, poczucie jej obecności, jednoznaczne wyrażenie miłości. Często stajemy się zbyt powściągliwi, zbyt nieśmiali w okazywaniu naszych prawdziwych uczuć. Ukrywamy je pod maską chłodu i surowości, z obawy, że ujawnimy ukochanym osobom własną bezbronność. A przecież jedynie ludzkie ciepło może nas ochronić przed wielkim chłodem naszej epoki.

Z nauczania pasterzy diecezji opolskiej 

Najważniejszą, fundamentalną prawdą naszej wiary jest prawda o Zmartwychwstaniu Chrystusa. Wszystko, czym jest Kościół, co głosi i co jest racją jego istnienia w świecie, wyrasta z faktu Zmartwychwstania i na nim się opiera. Tą prawdą Kościół żyje i przez jej realizację osiągnie też pełnię swoich przeznaczeń. Do Zmartwychwstania Pańskiego odwoływali się apostołowie, głosząc Dobrą Nowinę. O ile dotąd ich wiara była jeszcze bardzo słaba, krucha, o tyle po spotkaniu ze Zmartwychwstałym wyznają i głoszą z nową siłą przekonania. Nieważne dla nich były szczegóły biograficzne życia Zbawiciela. Wiele tych szczegółów zbywali milczeniem. Podstawą ich działalności apostolskiej był Krzyż na Golgocie, pusty grób i Pan Zmartwychwstały. Dla tej prawdy podejmowali się apostolskiego trudu, nie obawiali się prześladowań, na jej świadectwo przelewali własną krew. Dzięki świadectwu tych ludzi i my wierzymy. W Zmartwychwstaniu Pańskim i my dochodzimy do istoty naszej wiary. W świetle Zmartwychwstania Pańskiego inaczej patrzymy na nasze cierpienia, doświadczenia życiowe. W pełnym też wymiarze objawia się rzeczywistość śmierci. Prawda o Zmartwychwstaniu daje wystarczająco dużo sił do podjęcia życia według zasad Ewangelii. Ukazuje nam, że:

− warto być chrześcijaninem, choć może w życiu często spotykamy się z szykanami;

− warto być człowiekiem uczciwym, choć może w życiu łatwiej iść krętą drogą;

− warto być człowiekiem dobrym, choć ludzką dobroć bardzo różnie się ocenia.

Warto jednak o ten wysiłek zabiegać, bo prawda o Zmartwychwstaniu Chrystusa ukazuje nam, że żyjemy nie po to, aby umrzeć, ale umieramy po to, aby żyć!

bp Paweł Stobrawa

źródło: diecezja.opole.pl

powrót

W serwisie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej informacji w polityce prywatności.

×