Parafia Rzymskokatolicka Św. Michała Archanioła w Pawłowie k. Raciborza

Kancelaria parafialna
Czynna codziennie pół godziny po Mszy św. (oprócz sobót, niedziel i świąt).

Słowo na niedzielę

Obraz z kamery na żywo 24h

 

Ks. Adam Pawlaszczyk
Typ onieśmielający

71642_1901B5005B3E263A.png
Ks. Adam Pawlaszczyk

Po drugie dlatego, że – jak wieść gminna niesie – od prawdziwych typów spod ciemnej gwiazdy lepiej się trzymać z daleka. Po trzecie dlatego, że najdziwniejsze zdjęcie świętego, które kiedykolwiek widziałem, to zdjęcie ich założyciela. Roześmiany całą, ale to naprawdę całą gębą, z papierosem w ręce, oparty łokciem o ramię jakiegoś przyjaciela – wygląda zupełnie inaczej niż święci ze standardowych katolickich obrazków. Nie miejmy złudzeń, żadna staromodna i miłująca tradycję świątobliwa niewiasta nie umieściłaby tej fotografii w domowym ołtarzyku.

Dobrze, uściślę, to nie „ciemne typy” mnie zawsze onieśmielały, ale ich założyciel. Do tego ta historia, którą kiedyś przytoczono w „Małym Gościu Niedzielnym”: „– Signorino jest szczęśliwy, zdrowy, pełen życia, pieniążków nie brak, auto zawsze do dyspozycji, wkrótce będzie inżynierem. Czego więcej chcieć? – usłyszał kiedyś z ust rodzinnego kierowcy. Rodzina Frassatich należała do bardzo bogatych i miała własnego kierowcę. – Italo, jesteś zawsze tak samo głupi – odpowiedział Pier Giorgio. – Jeśli chcesz wiedzieć, wolałbym mieć osiemdziesiąt lat. – A to dlaczego? – zapytał zdziwiony kierowca. – Bo jak się ma osiemdziesiąt lat, prędzej się umiera i idzie do nieba”. Kilkanaście dni później był już w niebie. Wiadomo, cytat dotyczy Włocha, to zupełnie inna formuła ekspresji, ale „jesteś zawsze tak samo głupi” w ustach świętego brzmi dziwnie. Współczesna formuła poprawności nazwałaby to może mową nienawiści, a zdjęcie z papierosem zdyskredytowałoby biednego Piera Giorgia na wstępie.

To „onieśmielenie” nie dotyczy ani jego wyglądu, ani jego charakteru. Raczej rodzaju duchowości. Najprawdopodobniej żaden inny święty nie zdawał się aż tak zdystansowany do własnej świętości. Robił, co było do zrobienia. Służył ludziom i się modlił. Luciana, jego siostra, matka jego siostrzenic, napisała w książce „Człowiek ośmiu błogosławieństw”: „Obok Piera Giorgia »formalnego«, którego pilnej uwagi w czasie mszy nie mógł rozproszyć nawet grzmiący z ambony głos księdza, zaczął się wcześnie objawiać inny Pier Giorgio, pochłonięty swoją wiarą i swoim miłosierdziem, którego przedwczesna intuicja utrzymywała na pograniczu poezji i religii. »Czy Jezus był sierotą?« – zapytał kiedyś mamę, wpadając w nocnej koszuli do salonu pełnego gości, a zaraz potem, kiedy go zapewniła, że Jezus miał dwóch ojców, wrócił spokojnie do łóżka”. No cóż… Luciana w tej jednej scenie oddała bodaj najlepiej temperament tej świętej duszy. Nie przeżył czasów wiele, ale wcześnie osiągnął doskonałość. Poznajcie bohatera tego numeru „Gościa” – Piera Giorgia Frassatiego. Już wkrótce świętego. I onieśmielającego zapewne bardziej swoją radykalną postawą miłości niż tym nieszczęsnym papierosem z fotografii z okresu studiów oraz bezceremonialnym komentarzem o głupocie ludzkiej na kilkanaście dni przed wejściem do nieba.

Zobacz także

powrót

W serwisie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej informacji w polityce prywatności.

×